Ale trzeba dać się wyjeździć samochodom. Niech brną przez parne

leśne tunele, przez matową prerię przetykaną zielonoszarą szałwią,

wśród prekambryjskich gnejsów12, omijając nierozpoznawalną padlinę,

drogami poprowadzonymi w szpalerach sosen, obok ciekawskich,

obojętnych saren, poprzez rezerwaty Indian i góry Shoshoni,

doliną Wind River i przez tereny pustyni. Samochód musi jechać,

aż dotrze do płaskich pól i ściany Grand Teton i Mount Moran13

z czarną inkrustacją i śnieżną kotliną. Tam turysta traci oddech

i kłania się z wrażenia wielkim górom, które podchodzą

pod same domy jak wielkie zwierzęta do zadbanych ogródków.