— Jak widzicie, panie i panowie — kontynuował człowieczek ochrypłym głosem — to zwierzę żyje w wodzie, dlatego jest wyposażone w skrzela i płuca, żeby mogło oddychać, gdy wychodzi na brzeg. Na tylnych nogach ma po pięć palców, a na przednich po cztery, którymi potrafi chwytać różne przedmioty. Na! — Zwierzę ścisnęło w palcach kij i trzymało go przed sobą niczym żałosne berło.

— Potrafi też zrobić węzeł na sznurze — oznajmił człowieczek. Zabrał zwierzęciu kij i podał mu brudny sznurek. Zwierzę przez chwilę trzymało go w palcach, a potem naprawdę zaplątało węzełek.

— Umie także bębnić i tańczyć — skrzeczał człowieczek i podał zwierzęciu dziecięcy bębenek i pałeczkę. Zwierzę kilka razy uderzyło w bębenek i kręciło górną połową tułowia; upuściło przy tym pałeczkę do wody.

— Idźżeż ty, paskudo! — zerwał się człowieczek i wyłowił pałeczkę z wody.

— A do tego to zwierzę — dodał, podnosząc uroczyście głos — jest tak inteligentne i utalentowane, że potrafi mówić jak człowiek.

Mówiąc to, zaklaskał.

Guten Morgen — zaskrzeczało zwierzę, żałośnie mrugając dolnymi powiekami. — Dzień dobry.

Povondra niemal się wystraszył, ale na Franku nie zrobiło to większego wrażenia.

— Co powiesz szanownej publice? — ostro zapytał człowieczek.

— Witam was — ukłoniła się salamandra; jej skrzela zaciskały się konwulsyjnie. — Willkomen29. Ben venuti30.