— Czy to sum? — powtórzył Povondra junior.

Staruszek upuścił wędkę.

— To? — wykrztusił, ukazując trzęsącym się palcem. — To?

Czarna głowa zniknęła pod wodą.

— To nie był sum, Franku — powiedział staruszek jakimś nieswoim głosem. — Chodźmy do domu. To koniec.

— Jaki koniec?

— Jaszczur. To znaczy, że są już i tutaj. Chodźmy do domu — powtórzył, składając drżącymi rękami wędkę. — To jest koniec.

— Cały się trzęsiesz — wystraszył się Franek. — Co ci jest?

— Chodźmy do domu — bełkotał zdenerwowany staruszek, a jego broda trzęsła się żałośnie. — Jest mi zimno. Zimno mi. Tego nam tylko brakowało. Wiesz, to koniec. Więc one już tu są. Psiakrew, ale zimno! Chciałbym już do domu.

Młody Povondra spojrzał na niego badawczo i złapał za wiosła.