W ogródku przy stole siedział w szerokim rozkroku gruby jegomość w białej czapce, pił piwo i w zamyśleniu wodził grubym palcem wskazującym po stole. Obaj panowie skierowali się ku niemu.
— Redaktor Valenta.
— Redaktor Golombek.
Grubas podniósł oczy.
— What? Co?
— Jestem redaktor Valenta.
— A ja redaktor Golombek.
Tęgi pan podniósł się z godnością.
— Captain van Toch. Very glad. Siadajcie, chłopcy.
Obaj panowie chętnie usiedli i położyli przed sobą notatniki.