— Eee, to szkoda zachodu. Tyle to i ja mam, młodzieńcze. — Wyłowił z kieszeni spodni gruby plik banknotów. — Widzisz? — Potem oparł się łokciami o stół i nachylił się do obu panów. — Panowie, miałbym dla was big business. Jak to się powie?
— Duży interes.
— Yeah. Duży interes. Ale musielibyście mi dać piętnaście... nie, poczekajcie... piętnaście, szesnaście milionów koron. Więc jak?
Obaj panowie znowu spojrzeli na siebie niepewnie. Redaktorzy mają różne doświadczenia z wszelkimi rodzajami wariatów, oszustów i wynalazców.
— Poczekajcie — powiedział kapitan — coś wam pokażę. Pogrzebał grubymi palcami w kieszonce kamizelki, wyciągnął z niej coś i położył na stole. Było to pięć różowych pereł wielkości pestek czereśni. — Znacie się na perłach?
— Ile to może być warte? — westchnął głęboko Valenta.
— Yeah, lots of money, chłopcze. Ale ja je noszę tylko... do pokazania, jako wzór. Więc jak, wchodzicie w to? — zapytał kapitan, wyciągając do nich nad stołem swą szeroką dłoń.
Golombek westchnął.
— Panie Vantochu, tyle pieniędzy...
— Halt! — przerwał mu kapitan. — Ja wiem, ty mnie nie znasz, ale spytaj o Captain van Tocha w Surabaja, w Batawii, w Padangu albo gdzie tylko chcesz. Idź i zapytaj, a każdy ci powie: „Yeah, Captain van Toch, he is as good as his word11”.