— Rekiny... i w ogóle — mamrotał mieszaniec. — Złe miejsce, panie. Batakowie nie chcieliby tam nikogo widzieć.
— Czemu?
— ...tam są diabły, panie. Morskie diabły.
— Co to jest morski diabeł? Jakaś ryba?
— Żadna ryba — zaprzeczył wykrętnie mieszaniec. — Normalnie diabeł, panie. Podmorski diabeł. Batakowie mówią na niego tapa. One tam ponoć mają swoje miasto, te diabły. Mam panu nalać?
— A jak wygląda... ten morski diabeł?
Mieszaniec Kubanki z Portugalczykiem wzruszył ramionami.
— Jak diabeł, panie. Kiedyś go widziałem... to znaczy tylko jego głowę. Wracałem łodzią od strony Cape Haarlem... i nagle to coś wychyliło przede mną z wody taki łeb.
— No i? Do czego to jest podobne?
— Łeb ma... jak Batak, panie, ale całkiem łysy.