„Boże, jak tu pięknie, jak tu pięknie! Szkoda, że Li tego nie widzi”. Mr Abe zapatrzył się na cudowną linię jej bioder i w jakimś niejasnym związku z nimi zaczął myśleć o sztuce. Ukochana Li jest bowiem artystką. Artystką filmową. Wprawdzie jeszcze żadnej roli nie zagrała, ale mocno wbiła sobie do głowy, że będzie największą aktorką filmową wszech czasów; a co sobie Li wbije do głowy, to zrealizuje. To jest właśnie to, czego matka Li nie rozumie. Artystka to po prostu... artystka, i nie może być taka jak inne dziewczęta. „A zresztą inne dziewczęta nie są wcale lepsze — stwierdził Mr Abe. — Na przykład ta Judy na jachcie, taka bogata dziewczyna — wiem przecież, że Fred chodzi do jej kabiny. Co noc, podczas gdy ja i Li... Po prostu Li nie jest taka. Ja Fredowi dobrze życzę — pomyślał Abe wielkodusznie — to dobry kolega z uniwersytetu. Ale żeby tak co noc — taka bogata dziewczyna nie powinna tego robić. Mam na myśli dziewczynę z takiej rodziny jak Judy. A Judy nawet nie jest artystką. (O czym te dziewczęta tak sobie czasem szepczą — przypomniał sobie Abe. — Oczy im przy tym błyszczą i ciągle chichoczą... Ja z Fredem nigdy nie rozmawiam o takich rzeczach). (Li nie powinna pić tyle koktajli, potem nie wie, co mówi). (Na przykład dziś po południu, to było niepotrzebne...). (Myślę o tym, jak się z Judy pokłóciły o to, która ma ładniejsze nogi. Przecież to jasne, że Li. Ja to wiem.). (A Fred nie musiał wpaść na ten idiotyczny pomysł, że zrobimy konkurs na najładniejsze nogi. To można robić w Palm Beach, ale nie prywatnie, w gronie przyjaciół. A te dziewczęta nie musiały chyba tak wysoko podnosić sukienek. Przecież widać im było nie tylko nogi. Przynajmniej Li nie musiała. I to właśnie przed Fredem! I tak bogata dziewczyna jak Judy też nie musiałaby tego robić). (A ja nie powinienem był prosić kapitana, żeby sędziował. To było głupie z mojej strony. Ten kapitan bowiem poczerwieniał, zjeżyły mu się wąsy, powiedział przepraszam i trzasnął drzwiami. Żenujące. Okropnie żenujące. Kapitan nie powinien być taki ordynarny. W końcu to mój jacht, nie?). (Prawda, kapitan nie ma przy sobie żadnej ukochanej; jak on może patrzeć na takie rzeczy? Mam na myśli to, że jest sam). A czemu Li płakała, gdy Fred powiedział, że Judy ma ładniejsze nogi? Potem mówiła, że Fred jest taki niewychowany. Ponoć psuje jej całą radość z podróży... Biedna Li). (I teraz te dziewczęta nie rozmawiają ze sobą. A kiedy chciałem pogadać z Fredem, Judy zawołała go do siebie jak psa. Fred jest przecież moim najlepszym kolegą. To zrozumiałe, skoro jest kochankiem Judy, musiał powiedzieć, że to ona ma ładniejsze nogi! Nie musiał wprawdzie mówić tego tak zdecydowanie. To nie było taktowne wobec biednej Li. Li ma rację, że Fred jest samolubnym dupkiem. Okropnym dupkiem). (Właściwie inaczej wyobrażałem sobie tę podróż. Diabli nadali tego Freda)”.

Mr Abe zorientował się, że nie patrzy już w upojeniu na perłowe morze, lecz z bardzo ponurą miną przesiewa w dłoni piasek z muszelkami. Było mu ciężko i był w złym nastroju. Papa Loeb powiedział: „Staraj się zobaczyć kawał świata”. Widzieliśmy już kawał świata? Mr Abe usiłował przypomnieć sobie, co właściwie widział, ale nie mógł wydobyć z zakamarków pamięci niczego poza tym, jak Judy i jego ukochana Li pokazują nogi, a Fred, barczysty Fred klęczy przed nimi w przysiadzie. Abe spochmurniał jeszcze bardziej. „Jakże się nazywa ta wyspa koralowa? Taraiva, tak powiedział kapitan. Taraiva albo Tahuara, albo Taraihatuara-ta-huara. A gdybyśmy tak już wrócili i powiedziałbym old Jessiemu: »Dad, byliśmy aż na Taraihuatuara«. (Niepotrzebnie prosiłem tego kapitana)” — zżymał się Mr Abe. („Muszę porozmawiać z Li, żeby nie robiła takich rzeczy. Boże, czemu ja ją tak strasznie kocham! Gdy się obudzi, pomówię z nią. Powiem jej, że moglibyśmy się pobrać”). Mr Abe miał oczy pełne łez. „Boże, czy to jest miłość, czy cierpienie, i czy to ogromne cierpienie jest nieodłączne od tej miłości do niej?”.

Umalowane na niebiesko, błyszczące powieki najdroższej Li, przypominające delikatne muszelki, zadrżały.

— Abe — odezwała się sennie — wiesz, o czym myślę? Że na tej wyspie można by nakręcić cu-do-wny film.

Mr Abe przysypywał swe nieszczęsne owłosione nogi delikatnym piaskiem.

— Świetny pomysł, kochanie. A jaki film?

Li otwarła niesamowicie niebieskie oczy.

— Na przykład taki. Wyobraź sobie, że ja bym na tej wyspie była Robinsonką. Kobiecym Robinsonem. Prawda, że to oryginalny pomysł?

— Tak — powiedział niepewnie Mr Abe. — A jak byś się dostała na tę wyspę?

— Niech pomyślę — odparł słodki głosik. — Już wiem! Nasz jacht rozbiłby się w czasie burzy i wy wszyscy byście utonęli, ty, Judy, kapitan i reszta.