— Są. Tutaj są wszystkie zwierzęta. Musisz na to spojrzeć naukowo, Abe. Do mojej karnacji goryl by bardzo pasował. Zauważyłeś, jakie Judy ma włosy na nogach?

— Nie — odparł Abe, nieszczęśliwy z powodu poruszanego tematu.

— Okropne nogi — oświadczył koteczek, patrząc na swoje łydki. — A kiedy ten goryl niósłby mnie w ramionach, wyszedłby z puszczy młody, przystojny dzikus i powaliłby go.

— W co byłby ubrany?

— Miałby łuk — postanowił koteczek bez wahania. — I wieniec na głowie. Ten dzikus by mnie pojmał i zaprowadził do obozu kanibali.

— Tu nie ma żadnych kanibali — Abe próbował bronić wysepki Tahuara.

— Są. Ci ludożercy chcieliby mnie złożyć w ofierze i śpiewaliby przy tym hawajskie pieśni. Wiesz, takie jak śpiewają ci Murzyni w restauracji Paradise. Ale ten młody ludożerca zakochałby się we mnie... — Koteczek westchnął z oczami szeroko otwartymi z zachwytu. — A potem zakochałby się we mnie jeszcze jeden dzikus, na przykład naczelnik tych kanibali... a potem jeszcze jeden biały.

— Skąd by się wziął ten biały? — zapytał dla pewności Abe.

— Byłby ich jeńcem. Mógłby to być słynny tenor, który wpadł w ręce dzikusów. Dlatego tenor, żeby mógł w tym filmie śpiewać.

— A jak byłby ubrany?