— Nie wzięłaś stroju kąpielowego — zwrócił jej uwagę przerażony Abe, rozglądając się po jachcie, czy ktoś nie patrzy. Ale koteczek już zmierzał tanecznym krokiem w kierunku laguny.

„Właściwie w ubraniu wygląda lepiej” — odezwał się nagle w młodym mężczyźnie brutalnie chłodny i krytyczny głos. Abe był załamany swym brakiem miłosnego zachwytu, czuł się niemal winny. Ale... well, gdy Li ma na sobie sukienkę i pantofelki, to jest... well, jakoś ładniejsza.

„Może chcesz powiedzieć przyzwoitsza” — bronił się Abe przed tym chłodnym głosem.

Well, to też. I ładniejsza. Czemu tak dziwnie drepcze? Czemu tak jej się trzęsie ciało na nogach? Czemu to i tamto...”.

„Przestań — bronił się Abe z przerażeniem. — Li to najpiękniejsza dziewczyna, jaka się kiedykolwiek narodziła! Strasznie ją kocham...”.

„...nawet gdy nie ma nic na sobie?” — zapytał chłodny i krytyczny głos.

Abe odwrócił oczy i patrzył na jacht stojący w lagunie. Jaki jest piękny, jaki doskonały w każdym calu! Szkoda, że nie ma tu Freda. Z Fredem można by porozmawiać o tym, jaki piękny jest ten jacht.

Tymczasem koteczek stał już po kolana w wodzie, wyciągał ręce w stronę zachodzącego słońca i śpiewał. „Niech się już do diabła wykąpie”, myślał Abe rozdrażniony. Ależ pięknie wyglądała, kiedy tak leżała zwinięta w kłębek i opatulona płaszczem, z zamkniętymi oczami. Abe ze wzruszeniem pocałował rękaw jej płaszcza kąpielowego. Tak, strasznie ją kocha. Aż do bólu.

Nagle z laguny dobiegł przeraźliwy skrzek. Abe przyklęknął, żeby lepiej widzieć. Li piszczała, machała rękami i w popłochu uciekała w stronę brzegu, potykając się i rozbryzgując wkoło wodę... Abe zerwał się i pobiegł ku niej.

— Co się dzieje, Li?