— A-be — słyszał za sobą rozpaczliwy lament.

Mr Abe poczuł w sobie ogromną siłę i odwagę.

— No i co? — odezwał się do tych zwierząt i zrobił jeszcze krok w ich kierunku. — Czego chcecie?

— Ts-ts — zamlaskało jedno zwierzę, po czym skrzekliwym i jakby starczym głosem zaszczekało: — Najf!

— Najf! — rozległo się szczeknięcie kawałek dalej. — Najf! Najf!

— A-be!

— Nie bój się, Li! — zawołał Abe.

— Li — zaszczekało coś przed nim. — Li. Li. A-be.

Abe’owi wydawało się, że śni.

— Co jest?