— Najf!

— A-be — kwilił koteczek Li. — Chodź tu!

— Zaraz. Wam chodzi o knife? Nie mam żadnego noża. Nic wam nie zrobię. Czego jeszcze chcecie?

— Ts-ts — mlaskało zwierzę i kołysząc się, zbliżało się do niego.

Abe stanął w rozkroku, z płaszczem przerzuconym przez rękę, ale nie cofnął się.

— Ts-ts — powiedział. — Czego chcesz? — Zdawało mu się, że zwierzę podaje mu przednią łapę, ale to się Abe’owi nie spodobało. — Co? — spytał dosyć ostro.

— Najf — szczeknęło zwierzę i wypuściło z łapy coś białawego, jakby krople. Ale to nie były krople, ponieważ się toczyły.

— Abe — załkała Li. — Nie zostawiaj mnie tu!

Mr Abe nie czuł już w ogóle strachu.

— Z drogi! — powiedział i zamachnął się na zwierzę płaszczem kąpielowym. Zwierzę cofnęło się pospiesznie i niezgrabnie. Teraz Abe mógł się oddalić bez uszczerbku na honorze, ale niech Li zobaczy, jaki jest odważny. Schylił się ku temu czemuś, co zwierzę upuściło z łapy, żeby na to spojrzeć. Były to trzy twarde, gładkie, matowo błyszczące kuleczki. Mr Abe podniósł je do oczu, bo już się ściemniało.