Li trzymała na kolanach czapkę kapitana, w której połyskiwało dwadzieścia jeden pereł. Abe napełniał kieliszki, a Judy obsługiwała gramofon. Była wspaniała gwiaździsta noc, morze szumiało nieustannie.
— Więc jaki damy temu tytuł? — dopytywał się głośno Fred. — „Córka przemysłowca z Milwaukee filmuje kopalne płazy”.
— „Przedpotopowe jaszczury składają hołd pięknu i młodości” — zaproponował poetycko Abe.
Kapitan odkaszlnął.
— Właściwie to ja ruszyłem wcześniej, panno Judy. Ale nie mówmy o tym. Ja myślę, że tytuł powinien brzmieć naukowo. Lakonicznie i... po prostu naukowo. „Przed-alu-wial-na fauna na wyspie pacyficznej”.
— Przedlyduwialna — poprawił go Fred. — Nie, przedwyludialna. Do diabła, jak to jest? Antyluwialna, anteduwialna. Nie, to nie tak. Musimy nadać temu jakiś prostszy tytuł, żeby każdy mógł to wymówić. A Judy jest świetna.
— Przeddyluwialna25 — powiedziała Judy.
Fred pokręcił głową.
— Za długie, Judy. Dłuższe niż te potwory razem z ogonem. Tytuł ma być krótki. Ale Judy jest nadzwyczajna, co? Niech pan przyzna, kapitanie, że jest świetna?
— Przyznaję — zgodził się kapitan. — Doskonała dziewczyna.