— Nie tak prędko, mój Marku! Ja twój wynalazek niezawodnie kupię. Oczywiście, sam rozumiesz, że poślę tu jeszcze swoich techników... Rzecz trzeba dobrze zbadać. Być może, iż jest to naprawdę tylko gaz trujący. Ale choćby to był nawet sam Absolut, nic mnie to nie obchodzi, jeśli Karburator pracuje, jak się patrzy.
Marek wstał.
— Odważyłbyś się korzystać z Karburatora w fabrykach MEAS?
— Odważę się wyrabiać Karburatory masowo — odpowiedział Bondy powstając. — Karburatory dla pociągów i okrętów, Karburatory do centralnego ogrzewania, Karburatory dla gospodarstw i urzędów, dla fabryk i szkół. Za lat dziesięć będzie się paliło tylko w Karburatorach. Proponuję ci trzy procent z zysku brutto. Za pierwszy rok otrzymasz pewno tylko parę milionów. Tymczasem możesz się wyprowadzić, żebym mógł posłać tu swoich ludzi. Jutro rano przywiozę tu pana biskupa. Zejdź mu z drogi, kolego. W ogóle dobrze zrobisz, jeśli znikniesz. Jesteś troszkę przykry. Nie chciałbym popsuć swoich stosunków z Absolutem zaraz na początku.
— Bondy! Przyjacielu! — szeptał Marek pełen zgrozy — ostrzegam cię po raz ostatni: sprowadzisz Boga na świat.
— W takim razie — rzekł Bondy dostojnie — będzie mi za to chyba wdzięczny. Liczę na to, że nie okaże się sknerą wobec mnie.
5. Pan biskup
W jakie dwa tygodnie po Nowym Roku siedział inżynier Marek w gabinecie prezesa Bondy’ego.
— Jak daleko jesteście panowie? — zapytał prezes Bondy podnosząc głowę znad papierów.
— Ja skończyłem — odpowiedział inżynier Marek. — Dałem twoim inżynierom szczegółowe wykresy Karburatora. Ten łysy, jak to on się nazywa.