17. Młot i gwiazda

— Bracie Pierwszy Strażniku, co widzisz na Wschodzie? — pytał Czcigodny, cały w czerni, z białym skórzanym fartuchem i srebrnym młotkiem w ręku.

— Widzę Mistrzów zgromadzonych w Warsztacie i przygotowanych do Pracy — rzekł Pierwszy Strażnik.

Czcigodny uderzył młotkiem.

— Bracie Drugi Strażniku, co widzisz na Zachodzie?

— Widzę Mistrzów zebranych w Warsztacie i przygotowanych do Pracy.

Czcigodny trzykrotnie uderzył młotkiem:

— Praca się rozpoczyna.

Bracia Wolnej Francuskiej Loży Mularskiej „Młot i Gwiazda” siedli, nie spuszczając oczu z Czcigodnego G. H. Bondy’ego, który zwołał ich tak nieoczekiwanie. W Warsztacie było cicho jak w kościele. Na ścianach obitych czarną materią były wytkane Maksymy Podstawowe. Czcigodny Bondy był blady i zamyślony.

— Bracia — ozwał się Czcigodny po chwili — zwołałem was w chwili wyjątkowej... wyjątkowo... ku tej Pracy, która... wyjątkowo... wbrew przepisom naszego Zakonu... nie jest pustą formalnością. Wiem... że naruszam uroczysty i sakralny charakter naszej pracy... Wiem, że... Wkładam na was obowiązek... wypowiedzenia się... hm... o sprawie naprawdę ważnej i publicznej... o zasięgu największym.