— Zaraz będzie — zapewniał pater Joszt. — Sądzę, że ci z góry byli zadowoleni z numeru porannego. Zobaczycie, że przyjdzie Jego Biskupia Miłość. Powie mi: Dobrze ryczałeś, Joszcie. Mieliśmy już „oszalałą wściekliznę?”

— Mieliśmy.

— Szkoda. „Musimy ustawić nowe baterie i palić, Joszcie”, rzekła do mnie któregoś dnia Jego Miłość. „Bij w nich jak w kaczy kuper! Bo uważasz, wszystkiego do czasu, ale my na wieki”. — A pan, panie Novotny, nie ma w zapasie jakiego takiego dobrego słówka?

— No, więc dajmy na to „zbrodnicza tępota”, albo „perwersyjna złośliwość”.

— Niczego sobie — odetchnął z ulgą pater Joszt. — Powiedz pan, panie Novotny, skąd pan bierze takie dobre pomysły?

— Ze starych roczników „Przyjaciela Ludu”. Ale ten artykuł wstępny, wasza wielebności!

— Zaraz się zrobi. Poczekajcie: „Zbrodnicza tępota i perwersyjna złośliwość wiadomych kół, które bałwanami Baala mącą czystą wodę Skały Piotrowej... Aha, zaraz będzie: Skały Piotrowej, mącą czystą wodę, tak, i ustawiają na niej złotego cielca, który zwie się diabłem czyli Absolut...”.

— Artykuł wstępny? — ozwał się głos we drzwiach lokalu nocnej redakcji.

Laudetur Jesus Christus77. Wasza Biskupia Miłości — zerwał się pater Joszt.

— Macie artykuł wstępny? — zapytał biskup Linda, wchodząc żwawym krokiem. — Któż to pisał poranny wstępniak? Rany boskie, wyście nas urządzili! Który idiota napisał to?