Generał Hampl podkręcił wąsa i ruszył ku magistratowi. Był otwarty na oścież. Wszedł do sali obrad. Zasiadł na miejscu burmistrza. Przed nim na zielonym suknie leżały już z góry przygotowane arkusiki papieru listowego i na każdym z nich były kaligraficznie powypisywane nagłówki:
„W imieniu Jego Mości Cesarza Bobineta”.
Generał Hampl podszedł ku oknu i zawołał:
— Żołnierze, bitwa zakończona. Zbrojną ręką zgnietliście klerykalne rządy magistrackiej kliki. Dla ukochanego naszego miasta nastaje era postępu i wolności. Trzymaliście się wspaniale. Nazdar!136
— Nazdar! — odpowiedziało wojsko i poszło do domu. Także do domu burmistrza powracał jeden z bojowników Hampla (później mawiano o nim Hamplman), dźwigając na ramieniu karabin po jakimś nieznanym żołnierzu chińskim.
W taki to sposób stał się pan Hampl burmistrzem. Trzeba zaznaczyć, że także jego roztropne rządy były pobłogosławione względnym spokojem śród powszechnej anarchii, dzięki roztropnym radom biskupa Lindy i szanownych panów radnych.
27. Atol na Oceanie Spokojnym
— Niech mnie diabli wezmą — rzekł kapitan Trouble137 — jeśli tamten wielki drab nie jest ich hersztem.
— To Jimmy — rzekł pan G. H. Bondy. — On tu dawniej służył. Myślałem, że on już jest zupełnie obłaskawiony.
— I diabli nadali — kończył kapitan — że musiałem się tu zatrzymać. Taka marna... Hereheretau!!!138 Co?