Gelnaj sapnął.

— Hordubalowa uważa, że to był ktoś obcy. Przed jakimś tygodniem mąż jej miał się pobić w karczmie i podobno dobrze przetrzepał Fedelesza Gejzę. Rozwalił mu łeb. Gejza to wielki zabijaka. Więc może to zemsta. Macie tu, Karolku, także ładny motyw.

I doktor także spogląda za Polaną i mówi w roztargnieniu:

— Szkoda! Wy mi ją zamkniecie, panowie, a ja lubię bywać przy porodach. U nas zresztą nigdy nie ma sposobności do akuszerowania, bo kobiety rodzą tu jak kotki. Ale ta będzie miała niezawodnie poród trudniejszy.

— Czemuż to?

— Stara i sucha. Ze czterdzieści będzie miała, nie?

— Gdzie tam! — protestuje Gelnaj. — Najwyżej trzydzieści. Więc Hordubal chorował? Jak to można poznać po nieboszczyku?

— Lekarska tajemnica, panie Gelnaj, ale panu powiem. Pod łóżkiem stał pełny nocnik.

— Na to nawet nie zwróciłem uwagi — rzekł zawistnie Biegl.

— Więc do widzenia, panowie — rzekł doktor, oddalając się na elastycznych nóżkach. — A o sekcji dam znać.