Polana spogląda za końmi.
— Cztery tysiączki dają za niego — mówi z ożywieniem — ale nie dam go. Szczepan mówi, że wart osiem. Tę klaczkę będziemy na jesieni pokrywać.
Diabli ją wiedzą, czemu się nagle zacięła, jakby się w język ugryzła.
— Muszę im przyszykować obrok57 — mówi, waha się i nie wie, jak się oddalić.
— Tak, tak, obrok — zgadza się Juraj. — Ładny konik, Polano. A cóż, do roboty dobry on jest?
— Takiego do wozu szkoda — odpowiada Polana podrażniona. — To przecież nie wiejska chabeta58.
— No przecież — wymusza z siebie Hordubal. — Prawda, byłoby szkoda takiego junaka59. Ładne masz konie, duszko, aż miło popatrzeć.
W tej chwili Manya wychodzi ze stajni i niesie dwa wiaderka z żaglowego płótna, żeby napompować wody.
— Osiem tysięcy za niego dostanie, gospodarzu — mówi z wielką pewnością. — A tę klaczkę należałoby na jesieni pokryć. Obiecano mi dla niej ogierka, ej, takiego jak szatan!
— Brutus czy Hegüs? — zwraca się ku niemu Polana.