Obaj żandarmi milczeli przygnębieni. Wreszcie Biegl chrząknął i zapytał:
— A przyczyna śmierci, panie doktorze?
— No, morderstwo. Lewa komora serca przebita. Ale ponieważ znajdował się już w agonii, więc wypłynęło tylko troszkę krwi.
— A jak pan sądzi, czym?...
— Nie wiem. Gwoździem, szydłem, igłą do szycia worków, czyli krótko i węzłowato: cienkim, ostrym przedmiotem metalowym, około dziesięciu centymetrów długości, o przekroju obłym. Wystarczy to panom?
Gelnaj w zakłopotaniu obraca szklankę w grubych palcach.
— Co chciałem powiedzieć, panie doktorze... Czy nie można by napisać, że zmarł na zapalenie płuc? Niechże pan pomyśli: skoro już i tak, i tak musiał umrzeć... Po co robić takie ceregiele?
– Nie można, panie Gelnaj! — wyrwał się Biegl. — Przecie to mord!
Doktor błysnął okularami.
— Byłoby szkoda, panie Gelnaj. Wypadek ciekawy. Rzadko widuje się morderstwa igłą czy czymś takim. Ja włożę to serce w spirytus i poślę je — doktor zaczął uśmiechać się ironicznie — pewnemu uczonemu specjaliście. Żebyście, panowie, mieli tę rzecz murowaną. Trudna rada, mamy tu morderstwo rzetelne jak się należy. Ale, Boże miły, jakie niepotrzebne!