— Juścić, że miał, bo sam się tym w domu chwalił. Zły człowiek z tego Szczepana, wysokie sądzie. Niedobrze było zaręczać z nim dziecko. No, chwała Bogu, że to się rozleciało.
— A cóż? Czy bardzo gniewał się wasz brat, gdy go Hordubal wygnał?
Maria żegna się krzyżem świętym.
— Ach, ty mój Boże, jak ten czort107! Nie jadł, nie pił, nawet nie palił.
Maria Janosz odchodzi, ale we drzwiach zaczyna płakać.
— Żal mi jest, panie wielmożny. Proszę pokornie, czy mogę te grosze zostawić Szczepanowi, żeby sobie mógł kupić, co mu tam potrzeba?
— Nie, mateczko, pieniędzy nie zostawiajcie. Idźcie z Panem Bogiem.
Wołają Janosza. Czy chce zeznawać?
— Jak wielmożni panowie każą.
— Czy to prawda, że Szczepan namawiał was, abyście zabili Hordubala?