— Na bok, baby — mruczą chłopy, kobiet — wiadomo, nie wieszają. Zamknąć ją do końca życia.

— Gdyby kobiety sądziły, powiesiłyby takie ścierwo. Uważajcie, ja sama zarzuciłabym jej postronek na szyję.

— Nie gadaj, Maryka, taka robota nie dla baby. Ale Szczepkę na pewno powiodą na szubienicę.

— Tak, tak, tego Szczepkę, za to, że zabił tylko obcego człowieka. Jeśli nie powiesicie Polany, to czyż kobiety nie wezmą się do zabijania swoich mężów? Niejednej mogłoby się to podobać. W rodzinie, ludzie drodzy, w stanie małżeńskim, trafi się przyczyna niejedna. Nie i nie, powiesić koniecznie!

— A jak ją powiesić, kiedy z dzieckiem chodzi?

— Co to za dziecko takie! Diabła samego urodzi!

Wezwany jest Szymon Fazekasz, zwany Leca. Widział Polanę ze Szczepanem w dniu morderstwa. Nad potokiem ze sobą stali.

— Szczepanie Manyo, czy i teraz przeczycie, że owego dnia byliście w Kryvej i rozmawialiście z Polaną Hordubalową?

— Nie byłem tam, wysoki sądzie.

— Oskarżona, czy Manya rozmawiał z wami za potokiem?