— Jedz, Hafio — sucho rozkazuje Polana, ale sama też prawie nic nie je. Tylko Szczepan głośno siorpie, pochylony nad talerzem.

Po jedzeniu Manya śpieszy, żeby się co rychlej dostać na dwór.

— Poczekaj chwilę, Szczepanie — zatrzymuje go Hordubal. — Cóż to ja chciałem powiedzieć... Aha, jaki jest tego roku urodzaj?

— Sianokos65 będzie dobry — uchyla się Manya.

— A żyto?

Polana rzuca na Szczepana szybkie spojrzenie.

— Żyto? — mówi Szczepan, jakby żuł to słowo. — To jest, gospodyni sprzedała ten grunt, co był na górze. Nie warto było mordować się tam. Szkoda roboty. Same kamienie, gospodarzu.

Hordubala kolnęło.

— Same kamienie — mruczy — prawda, same kamienie, ale ziemia, Polano, to fundament...

Szczepan z wielką pewnością siebie wyszczerza zęby.