Biegl prowadzi wysoki sąd na strych. Strych jest, wysoki sądzie, w takim samym stanie, w jakim znajdował się w dniu morderstwa. Nikt tam odtąd nie wchodził. Już wtedy były drzwi strychu zasypane kukurydzą, więc gdyby ktoś spróbował odepchnąć je, kukurydza wysypałaby się na schody. Biegl opiera się o drzwi, które poddają się nieco, a spod nich strumienia spływają ziarna kukurydzy.
— Proszę, aby wysoki sąd zechciał pofatygować się na górę. — grzecznie zaprasza Biegl.
Na strychu jest wielka masa plonów zebranych na równinie, całe kupy kukurydzy. Chciałoby się leżeć w niej i tarzać się na niej.
— To jest jedyne okienko. Więc tędy miał się Manya wydostać na dwór...
— Ależ to okienko zamknięte jest od wewnątrz — ustala jeden z przysięgłych i rozgląda się z wielką powagą. — Jeśli od dnia morderstwa nikt tu nie był, to Manya nie mógł tędy wyskoczyć.
— Oczywiście, nie mógł. Oto na parapecie okienka od wielu lat stoją jakieś buteleczki i pudełka blaszane, czegóż ci chłopi nie przechowują! Gdyby Manya tędy przełaził, musiałby cały ten kram najprzód usunąć, nieprawdaż? Naturalnie, że musiałby to zrobić. A co znajduje się na dole, pod tym okienkiem?
— Na dole jest izba, w której Hordubal został zabity, a przed oknem jest ogródek. Proszę wysoki sąd, aby raczył udać się i tam.
Wysoki sąd z powagą przechodzi przez ogródek. Jedno z parterowych okien wyjęto; rama jest pusta.
— Tutaj, wysoki sądzie, był ów otwór wycięty w szybie. A tuż nad nami jest to okienko, przez które miał Manya wyskoczyć. Badałem to miejsce bezpośrednio po morderstwie — mówi Biegl skromnie. — ale tu, pod oknem, nie było ani jednego śladu. Widziałem tu tylko ten skopany zagonek114, a było wtedy po deszczu.
Przewodniczący sądu kiwa głową z uznaniem. Jest jasne, że Szczepan kłamie.