— Co się stało wujaszkowi Szczepanowi? — z westchnieniem szepcze Hafia.

Polana nic, zbiera talerze ze stołu, jest blada i sina, aż jej zęby szczękają.

A Hordubal idzie do krówek. Łyska obraca ku niemu głowę, jej łańcuch brzęczy. Cóż ci się stało, gazdo, że oddychasz tak głośno? Ech, Łysko, na co to wiedzieć? Na co wiedzieć? Ale to ciężka rzecz, cięższa od łańcucha. Tam na górze podzwanialibyśmy dzwonkami, ty i ja. Ile tam miejsca! I Bóg się tam zmieści, ale wśród ludzi jest ciasno. Dwoje, troje ludzi, Łysko, a tak ciasno wśród nich! Czyż nie słychać brzęczenia ich łańcuchów?

XI

Schlał się tej nocy Manya, jak zwierzę się schlał. Nie tutaj w Kryvej, ale aż hen w Tolczemeszu, u Żyda, pobił się z parobkami i podobno nawet nożami się pokłuli. Któż go tam wie! Powrócił dopiero nad ranem, spuchnięty i pobity, a teraz wysypia się w stajni. Należałoby konie napoić, myśli Juraj, ale nie będę ci się mieszał do twoich rzeczy. Skoro nie wolno odzywać się do koni, niech będzie i tak. Sam się o nie kłopocz. A Polana — jak cień. Lepiej nie patrzeć na nią. Takie to sprawy, chmurzy się Hordubal. Cóż robić?

A gorąco, gorąco jak przed burzą. Muchy dokuczają, co za ohydny dzień! Juraj wlecze się do ogrodu za stodołą. Ale i tu jest jakoś dziwnie, co to jest? Pokrzywy parzą i na co tu tyle skorup? Niechlujstwo cygańskie... Polana jak cień. Siedzi gdzieś w komorze i nic. No, Bóg z tobą, ale wiesz, ciężko tu człowiekowi. Spochmurniały Hordubal drapie się uważnie po wilgotnej potylicy. Burza będzie na pewno, powinien by Szczepan zwieźć siano do domu...

Hordubal przełazi przez płot i obchodzi wioskę od tyłu, żeby rozejrzeć się po niebie, co i jak. Wieś widziana od tyłu podobna jest do stołu, gdy się nań patrzy od podłogi: nic, tylko szorstkie drzewo i wręby. I jest jakoś tak, jakby cię nikt nie widział, jakbyś się z całym światem bawił w chowanego. Tylko płoty i łopuch, kapusta poogryzana przez liszki77, a tam jakieś śmietnisko, szalej, blekot i Cyganie, cygańskie lepianki za wsią... Juraj przystaje i waha się: miły Boże, gdzie też ja tu zaszedłem! Polana jest sama, Szczepan leży nieprzytomny w stajni. Hordubal poczuł kołatanie serca. Do diabła z Cyganichą! Akurat tu się rozsiadła i iska Cyganiątko.

— A czego tobie, panie? — skrzeczy Cyganka.

— Cyganko, Cyganko — drętwieje Juraj — umiałabyś ty ugotować napój miłosny?

— Czemuż by nie? — śmieje się Cyganka. — A co mi dasz?