— Hej, ty tam! — krzyczy Fedelesz Gejza. — Kto z nami nie pije, niech z nami nie śpiewa! Śpiewaj sobie w domu, Hordubalu!
— Albo tu poślij Szczepana — wtrącił swoje trzy grosze Jura Fediuk. — Śpiewa podobno lepiej od ciebie.
Hordubal dźwiga się, wysoki, srogi, pod sam strop głową sięga.
— No, śpiewaj sobie, Gejzo — powiada łagodnie. — Ja już i tak chciałem pójść do domu.
— Po co ci tak śpieszyć do domu — pokpiwa sobie Fedelesz Michał. — Masz tam przecie parobka.
— Wielki pan — cedzi Gejza przez zęby. — Parobka wziął do żony.
Hordubal odwrócił się gwałtownie.
— O kim ty? — syknął. — O kim to, Gejzo?
Gejza kołysze się wyzywająco na rozstawionych nogach.
— O kim? Jest tu tylko jeden taki gazda.