Szczepan wzrusza ramionami.
— Nie rozumiem.
— Musisz od nas odejść, Szczepanie. Trzeba to zrobić dla... Polany. Zatkać ludziom gęby. Tak być musi, rozumiesz?
Szczepan zuchwale patrzy w zakłopotane oczy gazdy.
— Rozumiem.
Juraj machnął ręką.
— Tak więc, a teraz jedź sobie.
Manya stoi, zaciska kułaki85 i wygląda tak, jakby się chciał bić.
— Masz swoją robotę, Szczepanie — mruczy Hordubal.
— Też dobrze — syknął Szczepan, wskoczył na wóz, zakręcił biczem i chlast konie przez łby.