— Cicho, gospodarzu!

Hordubal ścisnął go za ramię tak mocno, że Manya omal nie krzyknął z bólu.

— Uważajcie! — wrzeszczy Juraj. — Mam zięcia dla Hafii, obchodzimy zaręczyny!

Szczepan wali konie biczem, złości się i w gniewie zagryza wargi aż do krwi.

— Opamiętajcie się, gospodarzu, jesteście pijani!

Z turkotem i zgiełkiem wjeżdża wóz na podwórko zagrody Hordubala. Juraj wypuszcza z rąk ramię Szczepana i staje nagle cichy i poważny.

— Przeprowadź konie! — rozkazuje sucho. — Spociły się.

XIX

A Polana nie wie, co ma myśleć o Juraju. Szczepana wyciąga do karczmy, bo, powiada: Już ty nie parobek, ale nasz syn. I zamiast łazić za stodołą, jak to czynił dawniej, chodzi po wsi, przystaje z kumami i gada, że zaręczył Hafię. Juścić, jeszcze ona dziecko, ale przywiązała się do Szczepana, gdy ojca w domu nie było. A Szczepan, sąsiadko, patrzy na Hafię jak na ten święty obrazek. Szczęście to, mieć takie dzieci. I wynosi Szczepana pochwałami aż do nieba, jaki on pracowity, jaki z niego będzie dobry gazda i że zagrodę w Rybarach odziedziczy po ojcu. Chodzi po wsi i dużo gada, ale w domu siedzi jak zarżnięty. Zrób, Szczepanie, to i to. I dość.

Juraj chodzi po wsi i wypatruje ludzi, którym jeszcze nie powiedział, co i jak jest. Nawet na Fedelesza Gejzę skinął ręką, tylko Geryczowi zeszedł z drogi. A Gerycz już wyciągnął rękę, ale Juraj się odwrócił. Póki życia mego, znać cię nie chcę. Będziesz ty mi gadał takie rzeczy! Nie chcę wiedzieć, co sobie myślisz.