— E, panie sąsiedzie, doskonały konik, ale zostawcie go sobie jeszcze w domu, my musimy naprzód napisać takie pismo, że kupujemy tego konia...
Hordubal zasępia się i zaprzęga konika do wozu.
— Cóż robić, wielmożny panie. Sprzedam go więc Cyganowi albo rzeźnikowi.
Komendant drapie się po głowie.
— Słuchajcie, ojcze, szkoda ogierka. Czy chcecie koniecznie się go pozbyć?
— Tak, pozbyć — mruczy Hordubal. — Niepotrzebny mi.
— No to go zostawcie u nas — postanowił pan komendant. — my zaś damy wam taki papier, że macie u nas konia. A później napiszemy wam, ile za niego damy. Zgadzacie się na to?
— Zgadzam się, czemu się nie zgodzić? — mówi Juraj. — To ładny konik, wielmożny panie, głowę nosi wysoko. Mówię: osiem tysiączków...
— To go sobie zaraz zabierajcie — mówi komendant śpiesznie.
— No, wziąłbym i pięć — waha się Hordubal.