We drzwiach stoi Hafia i zagląda do izby. Chwilkę przestępuje z nogi na nogę i ucieka.

— Śpi — szepcze matce stojącej na dworze.

Polana nic, tylko nad czymś bardzo usilnie rozmyśla.

Około południa Hafia na palcach wchodzi do izby. Hordubal leży z rękoma nad głową i mruga wpatrzony w sufit.

— Matka pyta, czy czego chcecie? — powtarza, co jej kazano.

— Ja myślę, Polano — wywodzi Juraj — że Szczepan mógłby wrócić.

Dziewczynka nic nie rozumie i w zdumieniu szeroko rozwiera gębulę.

— I jak się macie? — mówi z głębokim wydechem.

— Dobrze. Grzecznie dziękuję.

Hafia wybiega na dwór.