A takie groźne były owe dźwięki,

Że Jobs senator puścił fajkę z ręki,

Tylko że nie zbił jej o włos,

A pani — coś odjęło głos.

Przecież ją prędko oprzytomnił z trwogi

Jeździec, który już przestępował progi,

W sztylpach102, w ostrogach, tak jak był

I jak go drożny przysuł103 pył.

Patrzą się starzy, a nie śmieją pytać,

On też nie mówi, kogo mają witać,