Zaraz więc słońce wybłysło zza chmury,

Pan się rozmarszczył (był miękkiej natury)

I rzekł: «A toś mi wybił ćwiek!

Jak tak, to siedź tu choćby wiek. »

A że niesłusznie sekretarza sfukał,

Szedł do komody i spinki w niej szukał

Albo breloka, albo co,

Lecz była, jakby wymiótł ją.

Zmienił od tego ranka skrybent życie,

W cieniu smakując rozkoszy i skrycie,