I tak wędrując po domu jak Marek
I świecy niosąc przed sobą ogarek,
Aż do komnatki zaszedł tam,
Gdzie pannę myślał zastać sam.
Aliści nagle straszny krzyk wybucha.
Puścił pan świecę, a podniósł cybucha:
«Fur batalionów, beczek sto
Milionów diabłów! A to co?!»
Skąd wrzask ten powstał, o co, nie wiem zgoła,
Bo świeca zgasła, noc była jak smoła.