Lecz kiedy sięgnął po swój trzos,
Na głowie mu się podniósł włos.
Z początku szkodzie swej nie wierzył prawie,
Myśląc, że kupcy owi ku zabawie
Tę wyrządzili psotę mu,
I pytać o nich szedł co tchu.
Ale gospodarz machnął tylko ręką:
Kupcy? Ci jeszcze przed słońca jutrzenką
Poszli cichutko, żeby mu
Nie spłoszyć porannego snu.