W pierwszej więc chwili chciał już kości rzucić

I na złość losom do damy się wrócić,

Gdzież bowiem miał się w biedzie tej

Puścić i w tej nagości swej?

Gdy przecież wspomniał całą jej postawę,

Kościste łokcie i oczy kaprawe,

Tak nagły w sobie uczuł dreszcz,

Że ruszył w pole, choć był deszcz.

Już tak dni kilka błąkał się na ślepo,

Śpiąc w rowach, żyjąc wygrzebaną rzepą,