Nie myśląc wiele skoczył więc w gęstwinę,

Złamawszy gibki dębczak czy grabinę,

I biegł co siły tam aż, gdzie

Straszny mu prospekt201 zjawił się.

Czwórka się koni rwała u karocy,

Furman na ziemi bez ducha, bez mocy,

W karecie pani mdleje i

Krzycząc ratunku — leje łzy.

Tuż u powozu pan walczy na pięście

Z dwoma zbójami, ale na nieszczęście