— Ależ... proszę pana!
— Jak to? Czy nie wiesz tak samo dobrze jak ja, że burza wcale nie grozi?
— Nie, skądże bym wiedziała? A dlaczego pan mówił, że burza nadciąga?
— Dlaczego?... he... może dlatego, ponieważ nie chciałem, abyś znowu zasnęła. Nie chciało mi się spać i sądziłem, że moglibyśmy oboje... pogawędzić nieco... prawda? Bo tak bardzo stęskniłem się za tobą.
— Doprawdy?
— Tak, zaręczam ci, Lizo!
— Nie wmówi mi pan tego... przecież był pan tam... u tej panny.
Odwróciła się — jak gdyby opanowana zazdrością.
— Tak, właśnie u niej... w ciągu całego tego czasu myślałem o tobie... jeszcze zanim przybyłaś. A cóż dopiero potem! Nie wytrzymałem dłużej. Skoro tylko nadarzyła się sposobność, pognałem do domu... i oto mnie masz teraz.
Chciał otoczyć ją ramieniem, ale ona szybko umknęła w bok.