— Jak to? Skrzydła? Kaptur się obraca. W tym tkwi cały koncept.
— Ale przecież ty stoisz tam na galeryjce i obracasz kierownicę?
— Nie! To paradne! — zakrzyknął Jörgen, uderzając obiema rękami w uda. — I takie stworzenie chce być młynarką!
— A więc pokaż mi! Nie chcę, aby mój mąż czy też inni ludzie wyśmiewali się ze mnie.
— No, to chodź tutaj!
Pociągnął ją ku małym, trzeszczącym schodkom, wiodącym z tej ciasnej przestrzeni do otworu w kapturze. Nagle Liza zatrzymała się, krzyknęła przeraźliwie i machnęła rękami w powietrzu.
— Co się stało?
— Pająk!... Paskudny pająk!
Jörgen roześmiał się głośno.
— Zabawna jesteś dziewczyna! Pająk nie wyrządzi ci przecie krzywdy.