— Otóż to, sami widzicie teraz — ciągnął dalej Smok — małżeństwo doszłoby do skutku, gdyby nawet Chrystyna oszczędziła sobie tego trudu! Ale, jak powiadam. Chrystyna nie pozwalała nigdy, by sprawy szły swoją koleją, zawsze musiała wsadzić swoje dwa grosze... tak, tak, nie potrząsaj przecząco głową, mateczko!...

Matka kiwała głową z coraz większym zniecierpliwieniem. Ale Smok nie pozwolił się powstrzymać.

— Nie, nie, to nic nie pomoże, cokolwiek byś powiedziała, mateczko... Chrystynka od wczesnego dzieciństwa miała to przyzwyczajenie, by wszędzie wsadzać swoje dwa grosze. Tak, tak! Więc też nawet w ostatniej chwili życia musiała jeszcze stukać w okna... ha, ha! Nikt inny nie wpadłby na taki pomysł!

Hanna powstała i oddaliła się powoli, idąc ogrodową ścieżką między starymi jabłoniami okrytymi białym, różowo nakrapianym kwieciem. Doznawała niewymownej przykrości, że brutalne chłopczysko profanowało kiepskimi konceptami małe misterium jej życia, tajemnicę, która uświęciła jej miłość i zmieniła ją w nieziemski płomień. Pragnęła pozostać sam na sam ze swymi myślami, toteż niezbyt radował ją odgłos drobnych kroczków, drepcących szybko z tyłu.

Ale babka przywołała Janka z powrotem i poczęła wypytywać go o postępy w nauce.

Młynarz śledził spojrzeniem dziewiczą postać, której jasnoczerwona suknia coraz bardziej zlewała się z barwą kwiecia i rozsłonecznioną atmosferą. Tęsknił za tym, by być z nią sam na sam.

Wpadł na dobry pomysł i przebąknął o szklaneczce toddy33 — nie bez pewnego zakłopotania, które na szczęście okazało się zgoła bezpodstawne.

— Nie odmówię, Jakubie. Jeżeli mnie ktoś częstuje szklanką toddy, nie odmawiam nigdy, Bogu wiadomo! — przyświadczył Smok głośno i gorliwie, jak gdyby obawiając się, że ktoś posądzi go o taką nieprzyzwoitość.

Młynarz poszedł do kuchni i dał dziewczynie odpowiednie polecenie. Potem pospieszył przez ogród warzywny i przez sad, usiłując ukryć się przed wzrokiem osób siedzących przed domem. I tą drogą można dotrzeć do stawu.

V