— No tak, uważasz... właśnie o tym należałoby pogadać, gdybyś był rozsądny... dlatego przyszłam tutaj... a tymczasem ty zaraz robisz głupstwa!
— No, więc siadajże... niech tam... niech będzie tak, jak chcesz.
Liza usiadła znowu na worku.
— Polewka całkiem wystygnie... Dużo pomogło, że się tak spieszyłam!
— Nie jest jeszcze zimna, a lepiej, że nie parzy gęby — odpowiedział Jörgen, zajadając smacznie.
— Otóż do tego nie doszliśmy jeszcze — oświadczyła Liza po krótkim milczeniu — wyobrażasz sobie, że to można tak raz, dwa, trzy.
— No, nie zapominaj, że już kawał czasu upłynął, odkąd pochowaliśmy młynarkę.
— Czy przypominasz sobie jeszcze, co gadaliście wówczas... w izbie czeladnej... o siostrze leśniczego?
— To ten dureń Lars!
— Dureń?... Mnie się zdaje, że on był wtedy mędrszy od was.