— Ale ja wiem, o kim myśli pan szambelan.

— Któż to taki?

— Peer Vibe.

— Peer Vibe?!

Dwoje ust powtórzyło to nazwisko, a głos młynarza zdradzał nie mniej zdziwienia niż głos leśniczego.

— Tak, właśnie on — przytwierdził starzec. — „Nie byłoby to wcale głupio posadzić tutaj Peera Vibe”, mówił szambelan, „inaczej wystrzela nam wszystką zwierzynę”. Mówił wprawdzie na wpół żartem, ale ja wiem, co to znaczy, skoro szambelan tak żartuje... znam go od pięćdziesięciu lat... to także stary żołnierz... Dowodził pod Düppel... Tak, tak, panie leśniczy, zobaczy pan, że żart przemieni się w prawdę.

— No to niech go...

Wilhelm połknął przekleństwo, ale kąsek był tak twardy, że z powodu wysiłku poczerwieniał.

Ole uśmiechnął się i zerknął ku młynarzowi.

— Ma pan słuszność, panie leśniczy... sam anioł nie wytrzymałby i kląłby... i ja tak sądzę, chociaż nie powiedziałem ani słowa, ale to z szacunku... karność przede wszystkim, zwłaszcza u starego żołnierza...