pisałem wiersze, nie oglądając się

na D.Ś., M.G., na nikogo.

Teraz, przebudzony, budziłem niesmak

mieszając rzeczy, podnosząc sweter,

rozrzucone gazety.

Mówcie, co chcecie.

Zastanówcie się, co mówicie.

Dowolne nazwiska: kryją się w płytkich okopach sensu.

We śnie było lekko.

Zaraz potem jest lepko, butelka