po wódce na sąsiednim fotelu.

Brudni ludzie wysiedli w Pułtusku,

ulewa chciała ich umyć, ale nie dała rady.

Jeden z dyskutantów miał rację.

Musiałem to przespać.

I kartkę przewróciła ciepła ręka

zza szyby, zza chmur podobnych do trumien.

Bóg chyba jest. Jak promień.

Tylko coś we mnie wyschło, w przerwie.

Tamtędy leje się woda, mówi kierowca.