Poeta się pierdoli, rwie, stwarza

problemy językowe: podmienia

znaczenia, podmywa dawno wykrystalizowane

pojęcia, przestawia minerały akcentów

w glebie i na półkach zbieraczy,

którzy właśnie tracą cierpliwość

i mówią głośno, przez szybę i folię,

przez celofan do kwiatów: chuj,

aż biedne chylą swe potulne główki.

Lepiej by wam było polecieć w kosmos.