kroki do pobliskiej lodziarni. Pan

dyrektor ze swego wysokiego okna

marszczy brew i grozi palcem. Salmonella,

sceptycyzm i brak kontaktu z prasą

literacką. Patrzę na park,

gdzie stadko młodych łabędzi

wzbija się do lotu.

Mnie też o nic innego

kiedyś nie chodziło.

Wysiadłem, usiadłem