Szum wokół nas; z gołębi, obłoków,

z płatków sadzy i skóry. Jesteśmy

jak niecierpliwe pukanie dzieci,

odwołane lekcje nieznośnej gramatyki.

Jak księżyc

Znów krew w misce. Kiedy minął miesiąc?

Rozpięta bielizna kołysze się, koi mnie

widok muru z wyjętą znów cegłą.

Biaława kość świtu, długo ją ssały

bezdomne kundle, tłucze się w zaułku —