Kasi i Jarkowi

I otrząsną perlistym śmiechem

szadź z opłotków; ja nie wiem,

kto te dzieci robił,

i w jakiej pokorze. Są

na wzgórkach: między parowy

wpada krzyk nerwowy,

roztrzęsiona sanna. Z drogi, z drogi.

Zbocza lśnią jak śledzie.

Chcą połamać nogi