i dumny napis „źródło Kaczawy”,

wszystko to jest,

bo dożyłem kolejnej odsłony, no cud

(miało być „cóż”, brnę w egzaltację),

ta sama trawa, ten sam zgrzyt kości

muflonów na ścieżce,

która zmieniła bieg z potokiem;

co jeszcze słonko widziało?

martwe pola, z których wstawał śnieg

i szedł na leże do Ojca (za rok wyciąg-