ale w tym lesie jakoś wszyscy zmilkli

odjęło im mowę dodało mi skrzydeł

wyszło z płomienia płomień wił się w dłoniach

bił skrzydłami o ściany wiersza

zamierał na ustach jak kwiat kasztanowca

poobłoczna piana na gałązkach słów

„już po mnie” mówiło się bo tak było modnie

przede mną góra do zdobycia

mgła do rozproszenia miłość do zabicia

wypełzały z tej czaszki jaszczurki przeznaczeń