do szpiku zwątpienia do ostatniego słowa

które trąci w kręgosłup i runę

(o poczekalnio pełna głosów!) w szum wodospadu

w szelest węża na ścieżce A to tylko mój

syn nienarodzony wyplątuje się ze ścieżek

pościeli sunie przez poduszkę jak żuk

trącając bosą stopą strunę napiętego

czuwania i aż do bólu ciemność jego krzyk świeca

szukająca płomienia

Napełnili przydeptali