Matka musi klękać, a potem pełznie

po podłodze. Ojciec każe mu patrzeć,

jest ciągle pijany. Paweł moczy się w nocy,

ma kłopoty z nauką. Szkolny pedagog triumfuje,

teoria konweniuje mu z przypadkiem. Śnieg,

śnieg na te rany. W kwietniu? Cichy,

zalękniony śnieg. Pójdziemy go deptać,

chłopaki. A jutro w kosza z siódemką.

Dopierdolimy im. Jak nie tak, to inaczej.

Jacek F. wie, że ma faulować.